Dziecko nie rozumie co się do niego mówi – skąd ten problem?

Prosisz raz. Prosisz drugi raz. Przy trzecim razie podnosisz głos, bo myślisz, że dziecko po prostu nie chce słuchać. A potem widzisz, jak z drugiego końca mieszkania słyszy szelest otwieranej czekolady i natychmiast pojawia się w kuchni. I zaczynasz się zastanawiać — czy ono w ogóle słyszy, czy po prostu wybiera, kiedy chce słyszeć?

Dziecko nie rozumie co się do niego mówi – skąd ten problem?

Laryngolog mówi, że słuch jest prawidłowy. Badanie wyszło dobrze. A Ty wracasz do domu z tym samym pytaniem, które masz od miesięcy. Moje dziecko słyszy, ale nie rozumie co się do niego mówi. Dlaczego?

Odpowiedź na to pytanie zmieniła myślenie wielu rodziców, którzy do nas trafiali. Bo okazuje się, że słyszenie i rozumienie to dwie zupełnie różne rzeczy.

Ucho to dopiero początek

Kiedy mówisz do dziecka, dźwięk wchodzi przez ucho i wędruje do mózgu. I tu zaczyna się część, której żadne badanie słuchu nie sprawdzi. Mózg musi ten dźwięk przetworzyć — wyłowić głos spośród innych dźwięków w tle, ułożyć słowa we właściwej kolejności, nadać im znaczenie i uruchomić odpowiedź. To wszystko dzieje się w ułamkach sekund.

U większości dzieci ten łańcuch działa sprawnie i niewidocznie. Ale u niektórych gdzieś po drodze pojawia się zakłócenie. Dźwięk dociera, ale mózg nie nadąża z jego przetwarzaniem. Efekt widzisz codziennie — dziecko patrzy na Ciebie, kiwa głową i robi zupełnie co innego. Albo pyta „co?” po raz trzeci, choć mówiłaś wyraźnie.

I bardzo łatwo pomylić to z nieposłuszeństwem. Bardzo często tak właśnie jest interpretowane — przez rodziców, przez nauczycieli, przez samo dziecko, które zaczyna myśleć o sobie, że jest roztargnione albo głupie.

Kiedy to może być ten problem

Nie ma jednego objawu, który od razu daje odpowiedź. Zazwyczaj widzimy kilka drobnych sytuacji, które powtarzają się w domu i w przedszkolu lub szkole.

Zwróć uwagę, czy Twoje dziecko znacznie gorzej rozumie w hałasie — w klasie, na placu zabaw, przy włączonym telewizorze. Czy gubi środek lub koniec dłuższego polecenia, jakby zapamiętywało tylko pierwsze zdanie. Czy wyraźnie lepiej rozumie, gdy stoisz naprzeciwko i mówisz twarzą w twarz. Czy myli podobnie brzmiące słowa i głoski. Czy wraca z przedszkola lub szkoły wyjątkowo zmęczone, jakby cały dzień musiało się bardzo koncentrować, żeby nadążyć.

To ostatnie jest ważne. Dziecko, którego mózg pracuje ciężko, żeby przetworzyć każde zdanie, jest po prostu zmęczone. Nie z lenistwa. Ze zwykłego wysiłku, który dla innych dzieci w ogóle nie istnieje.

Skąd się to bierze

Często jest to skutek częstych infekcji ucha we wczesnym dzieciństwie. Gdy małe dziecko przez długi czas słyszy zniekształcony dźwięk przez wysiękowe zapalenie ucha, jego mózg uczy się przetwarzać dźwięk w nieprawidłowy sposób — i te wzorce zostają, nawet gdy ucho jest już zdrowe.

Czasem przyczyna jest inna — wcześniactwo, ogólne trudności z integracją sensoryczną, czynniki genetyczne. Trudności z przetwarzaniem słuchowym często idą też w parze z dysleksją albo ADHD, nie jako ich przyczyna, ale jako dodatkowe obciążenie, które sprawia, że nauka jest jeszcze trudniejsza.

Każda historia jest trochę inna. Ale w gabinecie bardzo często słyszę od mam jedno zdanie: „Gdybym wiedziała wcześniej, że to ma nazwę i że można z tym pracować, oszczędziłabym sobie i dziecku wielu trudnych chwil”.

Co naprawdę pomaga

Jedną z metod, które stosujemy w Domisiowej Chatce przy trudnościach z przetwarzaniem słuchowym, jest Indywidualny Trening Słuchowy Johansena. Nazwa brzmi poważnie, ale codzienność wygląda zaskakująco prosto.

Dziecko słucha specjalnie dobranej muzyki przez słuchawki przez około dziesięć minut dziennie, w domu, w spokojnym miejscu. Może przy tym rysować albo układać klocki. Muzyka jest dobierana indywidualnie na podstawie diagnozy słuchowej i co kilka tygodni modyfikowana w zależności od postępów. Cały proces trwa kilka miesięcy.

Rodzice, których dzieci przeszły przez ten trening, często mówią, że zmiana była widoczna nie tylko w rozumieniu mowy. Dzieci były spokojniejsze, łatwiej skupiały się w szkole, mniej męczyły się po powrocie do domu. Bo kiedy mózg przestaje walczyć z dźwiękiem, zwalnia się energia na wszystko inne.

Nie musisz mieć pewności, żeby zadzwonić

Wiele mam, które do nas trafiają, zaczyna od słów: „Pewnie przesadzam, to pewnie nic takiego”. A potem siadamy razem, rozmawiamy o tym, co widzą w domu każdego dnia, i okazuje się, że miały rację, że coś jest nie tak. Tylko nikt wcześniej nie popatrzył w tym kierunku.

Jeśli Twoje dziecko słyszy, ale nie rozumie co się do niego mówi, i widzisz w tym, co opisałam, kawałek swojej historii — umów się na konsultację. Zadzwoń pod numer 515 252 262. Porozmawiamy i wspólnie zobaczymy, czy to właśnie ten kierunek.

Dominika Murarz-Perz – fizjoterapeutka, założycielka Domisiowej Chatki w Łukowie
Dominika Murarz-Perz

Fizjoterapeutka, terapeutka integracji sensorycznej i diagnosta słuchowy, założycielka Domisiowej Chatki w Łukowie. W pracy z dziećmi łączy metodę Vojty, NDT-Bobath, terapię integracji sensorycznej, pracę z odruchami i diagnostykę słuchową metodą Johansena. Zanim postawi diagnozę, najpierw długo słucha – dziecka i jego rodziców. Domisiową Chatkę założyła, żeby można było przyjść do niej z niepokojem i wyjść z ulgą.

Artykuły: 145