ul. Gałczyńskiego 21, Łuków · parking przy budynkuPon–pt 8:00–18:00 · sob 8:00–15:00 · bez skierowania
Czym się zajmuje neurologopeda i kiedy warto do niego pójść z dzieckiem
Neurologopeda to logopeda z dodatkowym przygotowaniem z neurologii, zwykle po studiach podyplomowych z neurologopedii. Diagnozuje i prowadzi terapię trudności z mową, rozumieniem i porozumiewaniem się, a także ze ssaniem, gryzieniem i połykaniem, czyli wszystkiego, co ma związek z rozwojem i pracą układu nerwowego. Tylko dlaczego wśród jego małych pacjentów są także kilkutygodniowe niemowlęta, które jeszcze długo nie wypowiedzą żadnego słowa?

To pytanie zadaje wielu rodziców, kiedy słyszą od położnej albo fizjoterapeutki: „warto pokazać maluszka neurologopedzie”. Brzmi to dziwnie, bo przecież logopeda kojarzy się z przedszkolakiem, który sepleni albo nie mówi „r”. Po co ktoś od mowy miałby oglądać niemowlę, które dopiero uczy się jeść? Odpowiedź jest prostsza, niż się wydaje, ale żeby ją zobaczyć, trzeba najpierw odłożyć kilka popularnych przekonań.
Czym się zajmuje neurologopeda, a czym zwykły logopeda
Każdy logopeda zajmuje się mową: tym, jak dziecko wymawia głoski, jak buduje zdania, jak rozwija słownictwo i płynność mówienia. Neurologopeda robi to wszystko, a dodatkowo patrzy szerzej. Interesuje go, jak układ nerwowy dziecka steruje mięśniami buzi, jak dojrzewają odruchy związane z jedzeniem, jak dziecko odbiera dźwięki i jak łączy to, co słyszy, z tym, co rozumie. Dlatego pracuje także z dziećmi, u których trudności z mową idą w parze z napięciem mięśniowym, wcześniactwem, kłopotami z karmieniem albo szerszymi trudnościami rozwojowymi.
W praktyce oznacza to, że do neurologopedy można przyjść z dzieckiem w każdym wieku. Z niemowlęciem, które męczy się przy piersi. Z dwulatkiem, który mówi tylko kilka słów. Z trzylatkiem, którego rozumie wyłącznie mama. Z przedszkolakiem, który się zacina. I z dzieckiem, które z różnych powodów może nigdy nie mówić płynnie, ale może nauczyć się porozumiewać w inny sposób.
Dlaczego specjalista od mowy bada niemowlę, które jeszcze nie mówi
Pierwsze przekonanie brzmi: „neurologopeda jest dla dzieci z poważnymi chorobami neurologicznymi”. Rzeczywiście, pracuje także z dziećmi z mózgowym porażeniem dziecięcym, zespołami genetycznymi czy po urazach. Ale większość jego pacjentów to dzieci, które rozwijają się prawidłowo, tylko w jednym obszarze potrzebują wsparcia. Przedrostek „neuro” nie oznacza, że z dzieckiem dzieje się coś groźnego. Oznacza, że specjalista rozumie, skąd biorą się trudności.
Drugie przekonanie: „do logopedy idzie się, kiedy dziecko zaczyna mówić, czyli w przedszkolu”. Tymczasem na wiele rzeczy, które później wpływają na mowę, patrzy się dużo wcześniej. Czekanie do przedszkola sprawia, że niektóre trudności zdążą się utrwalić, choć można było zająć się nimi, kiedy były małe.
Trzecie przekonanie: „neurologopeda to tylko droższy logopeda z ładniejszym tytułem”. Różnica nie leży w tytule, tylko w tym, na co specjalista zwraca uwagę i z jakimi dziećmi umie pracować. Przy prostej wadzie wymowy u pięciolatka obie ścieżki mogą dać ten sam efekt. Przy niemowlęciu, które nie radzi sobie z karmieniem, albo dziecku z obniżonym napięciem mięśniowym to szersze spojrzenie ma ogromne znaczenie.
Żadne z tych przekonań nie tłumaczy jednak, po co komuś od mowy kilkutygodniowy maluch. Do tego potrzebna jest jedna obserwacja z codziennej pracy.
Z czym rodzice przychodzą do neurologopedy
Najmłodsi pacjenci trafiają do neurologopedy najczęściej z powodu karmienia. Niemowlę słabo ssie, szybko się męczy, zasypia przy piersi po kilku łykach, krztusi się, ulewa, nie chwyta dobrze brodawki albo smoczka butelki. Czasem buzia układa się asymetrycznie, język jest napięty albo wiotki, a maluch wygina się w jedną stronę także przy jedzeniu. Często są to wcześniaki albo dzieci z nieprawidłowym napięciem mięśniowym, które równolegle chodzą na fizjoterapię. Neurologopeda sprawdza, jak pracują wargi, język i żuchwa, jakie odruchy są obecne, i pokazuje rodzicom, jak karmić, żeby było łatwiej. Pisałam o tym szerzej we wpisie Dziecko nie chce ssać i jeść.
Starsze dzieci przychodzą z mową. Z opóźnionym rozwojem mowy, kiedy dwulatek zna tylko kilka słów. Z niewyraźną wymową, której nie rozumieją obcy. Z jąkaniem wczesnodziecięcym. Ale też z rzeczami, które rodzicom nie kojarzą się z logopedią: ze ślinieniem się u starszego dziecka, z oddychaniem przez usta, z unikaniem twardych pokarmów i jedzeniem samych papek, z długim ssaniem smoczka albo kciuka. Wszystkie te sprawy dotyczą tych samych mięśni, które później układają głoski. O tym, co odróżnia późno mówiące dziecko, które nadrobi samo, od dziecka, które potrzebuje pomocy, przeczytasz we wpisie Opóźniony rozwój mowy.
Trzecią grupą są dzieci, dla których mowa długo pozostaje trudna albo nieosiągalna. Wtedy neurologopeda szuka innej drogi porozumiewania się: gestów, obrazków, symboli, czyli komunikacji alternatywnej i wspomagającej. Taka pomoc nie odbiera dziecku szansy na mowę. Zdejmuje frustrację, że nikt go nie rozumie, i często otwiera drogę do pierwszych słów.
Jak wygląda wizyta u neurologopedy
Pierwsze spotkanie to w dużej części rozmowa z Tobą. Neurologopeda pyta o ciążę i poród, o to, jak dziecko jadło jako niemowlę, kiedy zaczęło gaworzyć i mówić, jak często chorowało na uszy. Potem obserwuje dziecko w zabawie: czy rozumie proste polecenia, jak się porozumiewa, jak oddycha, jak pracują jego wargi i język. U niemowlęcia ważną częścią wizyty jest karmienie, dlatego przy umawianiu warto zapytać, czy zabrać butelkę albo zaplanować spotkanie w porze jedzenia.
Na koniec dostajesz odpowiedź, a nie tylko listę ćwiczeń. Dowiadujesz się, co widać, z czego to może wynikać i czy wystarczy wsparcie w domu z kontrolą za jakiś czas, czy warto zacząć regularne zajęcia. Zajęcia z dzieckiem prowadzone są przez zabawę, w jego tempie, a rodzic zawsze wie, nad czym się pracuje i co może robić w domu. Jeśli zastanawiasz się, czy to już ten moment, pomoże Ci wpis Kiedy do logopedy z dzieckiem, a o tym, czym na co dzień zajmuje się logopeda, przeczytasz w tekście Na czym polega praca logopedy.
Mowa zaczyna się w buzi, długo przed pierwszym słowem
Wróćmy do kilkutygodniowego niemowlęcia z początku. Neurologopeda bada je dlatego, że mowa nie zaczyna się w dniu pierwszego słowa. Zaczyna się przy piersi i przy butelce. Ssanie, połykanie, a potem gryzienie i żucie to pierwszy trening tych samych mięśni warg, języka i policzków, które za rok czy dwa będą układać głoski. Niemowlę, które dobrze radzi sobie z jedzeniem, buduje fundament pod mowę, zanim ktokolwiek usłyszy „mama”. A maluch, któremu przy jedzeniu coś przeszkadza, może dostać pomoc wtedy, kiedy jest ona najprostsza.
Dlatego nie musisz czekać, aż dziecko zacznie mówić, żeby porozmawiać z neurologopedą. W Domisiowej Chatce dzieci, od niemowląt po starszaki, przyjmuje neurologopedka Anita Konieczna. Pomaga przy ssaniu i karmieniu, przy opóźnionym rozwoju mowy, wadach wymowy i jąkaniu, prowadzi terapię gryzienia i połykania, komunikację alternatywną, a dzięki przygotowaniu z tyflopedagogiki pracuje też z dziećmi z niepełnosprawnością wzroku. Diagnoza logopedyczna kosztuje 170 zł. Więcej o tym, jak pracujemy, znajdziesz na stronie logopeda dziecięcy i neurologopeda w Łukowie. Termin ustalisz pod numerem 515 252 262, a jeśli nie odbieramy, bo akurat jesteśmy na zajęciach, wyślij SMS, oddzwonimy.



